Gdy zaczynałam pracę dwanaście lat temu, patrzyłam na kontrakt terapeutyczny jak na zbędną papierologię. Wiecie — taki nudny aneks do życia, niepotrzebną formalizację czegoś, co przecież opiera się na więzi i empatii. Byłam przekonana, że wystarczy to, co opowiem na początku.
Dopiero gdy liczba godzin spędzonych w gabinecie przekroczyła kilka tysięcy, zrozumiałam: proces terapeutyczny jest na tyle złożony, że potrzebuje solidnych fundamentów, żeby się nie zawalić. Przestałam widzieć w kontrakcie ciężar. Zobaczyłam w nim bazę bezpieczeństwa.
Najprościej: to jasna, obustronna umowa. To również dokument, o którym można rozmawiać. Jeśli któryś z zapisów budzi wątpliwości, zachęcam do zadawania pytań jeszcze przed rozpoczęciem terapii, jak i w każdym momencie, gdy jako klient widzisz taką potrzebę.
Niezależnie od nurtu, większość terapeutów na początku współpracy ustala z klientem podstawowe zasady pracy. Zazwyczaj znajdziesz tam informacje o czasie, miejscu i częstotliwości spotkań, zasadach odwoływania sesji, kontakcie między spotkaniami, a w niektórych przypadkach również zasady dotyczące pracy pod wpływem alkoholu lub innych substancji. To ramy dla tej trudnej, intymnej i czasem bolesnej pracy. Poufność nie ma charakteru bezwzględnego. Jej wyjątki omawiamy na początku współpracy.
Kontrakt obowiązuje nie tylko Ciebie. Również ja zobowiązuję się do przestrzegania ustalonych zasad. Jeśli w trakcie współpracy coś wymaga zmiany, rozmawiamy o tym otwarcie.
Kontrakt bywa kanciasty, bo mówi o pieniądzach, spóźnieniach i granicach. Ale robi jedną kluczową rzecz: zdejmuje z Twoich pleców ciężar domysłów, a mnie ułatwia skupienie się na Tobie i naszej pracy. Dzięki temu wiele osób doświadcza większego poczucia bezpieczeństwa i mniejszej niepewności od samego startu. Jest to szczególnie ważne, jeśli masz za sobą doświadczenia relacyjnego chaosu. W gabinecie wiesz, na czym stoisz, zamiast zgadywać, czego oczekuje od Ciebie terapeuta.
Zamiast suchej listy zasad, wyobraź sobie, jak kontrakt działa w praktyce.
Kiedy Twoja sesja kończy się punktualnie, mimo Twoich łez i trudnych emocji, nie musisz wracać do domu z myślą: „Ona mnie nie lubi, chce się mnie jak najszybciej pozbyć”. Kontrakt daje wspólny punkt odniesienia, dzięki czemu łatwiej oddzielić ustalone zasady od własnych interpretacji. Wiesz, że chronimy czas — Twój, mój i osoby, która właśnie czeka pod drzwiami. To ustalona wcześniej zasada, a nie mój brak empatii.
Wyobraź sobie inną sytuację: odwołujesz sesję w ostatniej chwili z powodu nagłego, codziennego kryzysu, a ja muszę wystawić za nią rachunek. Bez kontraktu to moment, w którym łatwo o poczucie krzywdy. W moim kontrakcie mamy stały punkt odniesienia, dzięki czemu nie musisz negocjować zasad w samym środku silnych emocji. Zamiast tego możemy na kolejnym spotkaniu przyjrzeć się temu, co ta sytuacja uruchomiła i co ten kryzys dla Ciebie oznaczał.
W mojej praktyce widzę, że kontrakt robi coś jeszcze — pomaga nam uniknąć sytuacji, w której obie strony bardziej starają się wypaść dobrze niż otwarcie rozmawiać. Bez jasnych zasad na piśmie, wiele osób próbuje w gabinecie wypaść dobrze. Boimy się zapytać o cenę kolejnej sesji, wstydzimy się przyznać, że zapomnieliśmy zrobić przelewu, albo w lęku przed oceną nie mówimy, że godzina spotkań zaczęła nam ciążyć.
Te z pozoru szorstkie akapity biorą ten cały społeczny, paraliżujący wstyd na siebie. Ponieważ zasady są znane od początku, nie musisz być „milszy” niż jesteś ani zastanawiać się, czy wypada o coś zapytać. Dostajesz pełne prawo do bycia partnerem w procesie, a nie gościem, który musi zasłużyć na sympatię gospodarza.
Ta ochrona działa również wtedy, gdy do gabinetu trafia rodzina lub nastolatek. Pracuję w taki sposób, że rodzice wnoszą wiedzę o codziennym funkcjonowaniu swojego dziecka, a ja wiedzę o procesie terapeutycznym. Rodzice przyprowadzający swoje dzieci często czują ogromną presję bycia „idealnymi opiekunami”. Boją się oceny, a jednocześnie przeżywają trudny do udźwignięcia lęk. Kontrakt jasno definiuje nasze role – współtworzymy zespół, zamiast stawać naprzeciwko siebie.
Naturalnie istnieją w kontrakcie punkty, które budzą największy niepokój. Jednym z nich, zwłaszcza dla rodziców, jest kwestia poufności nastolatka. Zakres informacji przekazywanych rodzicom ustalamy na początku współpracy. Co do zasady szczegóły rozmów pozostają poufne, chyba że pojawia się zagrożenie bezpieczeństwa dziecka lub obowiązek wynikający z prawa.
Dla zaangażowanego rodzica, który finansuje terapię, ten brak bezpośredniego wglądu bywa trudny. Może rodzić naturalny sprzeciw. Jednak ta sztywna granica nie jest wymierzona w mamę czy tatę – ona pomaga stworzyć bezpieczne warunki, w których młody człowiek może w ogóle otworzyć się przed obcą osobą.
Granice kontraktu wychodzą zresztą daleko poza ściany gabinetu i potrafią uchronić przed bardzo niezręcznymi sytuacjami w realnym świecie. Jedna z zasad w moim kontrakcie mówi o tym, że w przypadku przypadkowego spotkania w sklepie, kinie czy na ulicy, jako terapeutka nigdy nie zainicjuję kontaktu pierwsza. Nie podejdę, nie pomacham, nie powiem „dzień dobry”. Jeśli jednak to Ty zechcesz się przywitać, oczywiście odpowiem.
Gdybyśmy nie umówili się na to wcześniej, mogłabyś pomyśleć: „Co za gburowata kobieta!” albo poczuć ścisk w żołądku na myśl, że przy Twoich znajomych wyda się, że chodzisz na terapię. Kontrakt może pomóc zmniejszyć to napięcie. Mijamy się jak obcy ludzie nie z braku życzliwości, ale dlatego, że Twoja prywatność jest dla mnie priorytetem.
Są też paragrafy, które na pierwszy rzut oka brzmią radykalnie. To momenty, w których jako terapeutka mówię stop.
W mojej praktyce oznacza to, że jeśli jedno z partnerów oczekuje ode mnie zachowania istotnych tajemnic przed drugim, nie mogę kontynuować terapii par. Sojusze terapeuty z jednym partnerem kosztem drugiego zwykle utrudniają terapię i podważają zaufanie do procesu, dlatego od początku jasno określam zasady pracy z parą. To nie jest kwestia surowości – to sposób, by proces miał w ogóle szansę być uczciwy i pomocny dla obojga.
Podobnie rzecz ma się z moim prawem do zawieszenia terapii, gdy stan zdrowia lub aktywne objawy uniemożliwiają bezpieczne prowadzenie psychoterapii ambulatoryjnej. W takiej sytuacji wspólnie szukamy formy pomocy najlepiej odpowiadającej aktualnym potrzebom. Dotyczy to również zasady, zgodnie z którą nie sporządzam opinii i zaświadczeń na potrzeby postępowań sądowych dotyczących dziecka czy dorosłych i nie występuję w roli biegłego. Jeśli potrzebna jest opinia do postępowania sądowego, powinna zostać sporządzona przez odpowiednio powołanego specjalistę lub biegłego.
Te najtrudniejsze punkty kontraktu nie powstały po to, żeby kogoś ukarać czy odrzucić. Ich celem jest ochrona klienta i stworzenie bezpiecznych warunków pracy. Tworzą warunki sprzyjające bezpieczeństwu i przejrzystości procesu oraz ograniczają ryzyko manipulacji, niejasności czy przekraczania granic.
Każdy proces ma swoją specyfikę — inaczej pracujemy indywidualnie, a inaczej z parą czy nastolatkiem. Wszystkie techniczne szczegóły dotyczące logistyki i granic naszej współpracy zebrałam dla Ciebie w jednym miejscu.
Dwanaście lat temu bałam się, że suche zasady i mówienie o płatnościach za nieobecność zniszczą to, co w terapii najważniejsze – autentyczną relację. Dziś wiem, że jest dokładnie odwrotnie. Kiedy ten metaforyczny „płot” zasad jest raz a dobrze postawiony, możemy w końcu przestać go pilnować.
I dopiero wtedy możemy zająć się tym, po co naprawdę tu przyszłaś – Twoimi emocjami, potrzebami i zmianą.
Wyobraź sobie, że Twój poziom swobody, bezpieczeństwa i jasności w relacjach (tych prywatnych i tych profesjonalnych) możesz ustawić na suwaku od 1 do 10. Gdzie 1 oznacza kompletny chaos i brak jakichkolwiek zasad, a 10 – sytuację, w której czujesz się w pełni bezpiecznie, bo wiesz dokładnie, na czym stoisz.
Zatrzymaj się na chwilę i spójrz na ten tekst przez pryzmat swoich dotychczasowych doświadczeń.
Gdzie na tym suwaku jesteś dzisiaj? Jeśli to skromna czwórka albo piątka – zatrzymaj się tam. Nie pytaj siebie, dlaczego tak nisko.
Co sprawia, że to nie jest 1 albo 2? Zauważ, że skoro nie jesteś na 1, to znaczy, że już dziś robisz coś, co pomaga Ci dbać o swoje granice. Warto to zauważyć i zabrać ze sobą dalej.
Pół centymetra w górę: Gdybyś jutro miał/a przesunąć ten suwak o bezpieczne pół punktu wyżej (np. z 5 na 5,5), to jaką jedną, mikroskopijną rzecz musiałbyś/musiałabyś zrobić w kwestii swoich granic? Może to będzie powiedzenie komuś głośno, do której godziny masz czas na rozmowę? Albo podjęcie decyzji o finansach bez poczucia wstydu?
Jeśli to będzie dla Ciebie dobry kierunek, możesz się ze mną skontaktować i umówić pierwsze spotkanie.