Związki

Mit wielkiego przegadywania

Karolina Idkowiak 4 min czytania

Zapowiedź rundy w ringu

„Musimy o tym porozmawiać” – to zdanie w wielu domach brzmi jak zapowiedź kolejnej rundy w ringu, z którego nikt nie wychodzi zwycięsko.

Na terapię pary często przychodzą z konkretnym zleceniem: „Mamy problem z komunikacją. Proszę nas nauczyć tak rozmawiać, żebyśmy w końcu wszystko wyjaśnili, wyeliminowali błędy i mogli zacząć żyć”.

Oczekiwanie jest jasne: rzetelny audyt przeszłości, wyczyszczenie wszystkich zaległych spraw i dojście do momentu, w którym na horyzoncie nie będzie już żadnego tematu do omówienia.

Tylko że ten moment… nie istnieje.

Problemy w relacji mają to do siebie, że wyrastają niczym grzyby po deszczu. Gdybyśmy mieli czekać z radością życia na chwilę, w której wszystko zostanie ostatecznie wyjaśnione, prawdopodobnie nigdy byśmy się jej nie doczekali.

Przerwa na oddech (i małe sprostowanie)

W tym miejscu część kobiet pewnie wstrzymuje oddech: „Jak to? Mam nie rozmawiać? Mam nie wyjaśniać? Przecież to podstawa!”.

Z kolei część mężczyzn już zaciera ręce: „Wiedziałem! Od początku mówiłem, że wieczór spędzony na wspólnym oglądaniu serialu zamiast drążenia tematu to świetna taktyka!”.

Muszę Was rozczarować.

To wcale nie jest takie proste.

Rezygnacja z „przegadywania wszystkiego na śmierć” nie jest darmową wejściówką do krainy beztroski.

Wbrew pozorom budowanie dobrego, wspólnego czasu – warunków, w których oboje możecie autentycznie odpocząć – wcale nie jest łatwiejszą drogą.

To nie skrót ku mecie.

To raczej zmiana dyscypliny sportowej: z „wyczynowego rozwiązywania konfliktów” na „zaawansowane zarządzanie zasobami”.

Zatrzymać licytację, sprawdzić system

Zamiast pytać: „Kto zawinił w zeszły wtorek?”

warto zacząć zadawać pytania, które faktycznie budują odporność Waszego systemu:

Kiedy moje ciało w tej relacji w końcu się rozluźnia?

Co sprawia, że lęk i napięcie odpuszczają, a ja przestaję być w stanie ciągłej mobilizacji?

Jakie wspólne aktywności nam pomagają? Czy to wspólny rower, spacer, czy planszówki, przy których na chwilę zapominamy o byciu „poważnymi dorosłymi z problemami”?

A co, jeśli odpoczywamy w różny sposób? Jak wynegocjować przestrzeń, która nie będzie kolejnym polem walki?

Co dla nas znaczy dobra zabawa?

Jakże często przy tym pytaniu pojawia się błysk totalnego niezrozumienia w oczach rozmówców: „Dobra zabawa? Ale przecież my jesteśmy dorośli…”.

Inwestycja zamiast audytu

Często wydaje nam się, że jak „on się zmieni” albo „ona zrozumie”, to wszystko będzie ok.

To iluzja.

Szczęśliwe życie nie zaczyna się tam, gdzie kończą się problemy. Ono dzieje się w szczelinach między nimi.

Budowanie świadomości partnerów nie polega na wyeliminowaniu każdej różnicy zdań.

Polega na nauczeniu się, jak nie pozwolić, by proces „naprawiania” zjadł całą radość z „użytkowania”.

Czasem najlepszym, co możecie zrobić dla swojej relacji, nie jest kolejna godzina trudnej rozmowy, ale świadoma decyzja, by odłożyć protokół rozbieżności na półkę i sprawdzić, czy wciąż potraficie się razem śmiać.

Bo relacja, w której tylko się „rozwiązuje problemy”, szybko zaczyna przypominać pracę na drugim etacie.

A przecież dom miał być miejscem, gdzie w końcu zdejmujemy służbowy mundur.

Ważne: Wszystko to, o czym piszę, dotyczy relacji, które są bezpieczne, choć zmęczone i „przeanalityzowane”. W relacjach, w których obecna jest przemoc, uzależnienie lub romans — to nie jest czas na szukanie wspólnej radości w planszówkach. To czas na stawianie granic i zadbanie o własne bezpieczeństwo. Priorytetem jest ochrona siebie.

✎ Zadanie ode mnie

Zadanie ode mnie

Jeśli Wasz relacyjny system jedzie na oparach, proponuję mały eksperyment w duchu Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR). Bez punktów, bez wielkich przygotowań i bez rozgrzebywania przeszłości.

Przez najbliższe dwa dni pobądźcie detektywami, którzy szukają szczelin (wyjatków).

Spróbujcie niezależnie od siebie wyłapywać chwile (nawet te trzydziestosekundowe), w których między Wami było po prostu… okej. Kiedy poczułaś lub poczułeś, że ciało na moment odpuszcza mobilizację? Wspólny śmiech z mema? Kubek kawy/herbaty postawiony na biurku bez słowa? Zanotujcie to w głowie.

Pod koniec drugiego dnia usiądźcie na kanapie i zadajcie sobie jedno pytanie:

„Gdyby 1 oznaczało, że stoimy w ringu, a 10 – że całkowicie odrzuciliśmy rękawice bokserskie… to na ile oceniasz nasze ostatnie dwa dni?”

Nawet jeśli oboje powiecie, że to mocne 4 – nie analizujcie, dlaczego nie jest wyżej. Zapytajcie tylko o jedno:

„Co najmniejszego możemy zrobić jutro, żeby ta ocena przesunęła się chociaż o pół punktu w górę? Do 4,5?”

Może tym pół punktu będzie wieczór bez zaglądania do Librusa lub firmowego maila? Albo kwadrans bez telefonów? A może pięciominutowy spacer wokół osiedla?

Zaproszenie do wspólnej pracy

Jeśli czujecie, że Wasza relacja zamieniła się w niekończący się audyt błędów i potrzebujecie pomocy w odzyskaniu radości z bycia razem – zapraszam Was do kontaktu.

Wspólnie sprawdzimy, jak zdjąć ten mundur i po prostu zacząć żyć.

Umów się na konsultację
Warto sprawdzić
← Powrót do artykułów