Związki

O językach miłości, o których nie pisał Chapman (a które ratują związki)

Karolina Idkowiak 5 min czytania

Znasz to?

Jesteście na wakacjach. Jest (za) głośno, dzieci są zmęczone, Ty czujesz, że Twój „puchnący” układ nerwowy zaraz eksploduje.

Zakładam, że w tym momencie niekoniecznie zbawienny okaże się bukiet kwiatów czy komplement. Być może nawet przytulenie – które na co dzień tak bardzo cenisz – teraz będzie tylko kolejnym bodźcem, którego nie jesteś w stanie przyjąć.

Plany na romantyczny wieczór? W tym stanie brzmią raczej jak kolejna pozycja na liście „do odhaczenia”, a nie ratunek. A pomysł na wspólne zagranie w grę planszową przyprawia o atak paniki.

Chapman to za mało

I mimo że koncepcja 5 języków miłości Gary’ego Chapmana jest wspaniałą bazą, to w obliczu przebodźcowania i przyspieszonej rzeczywistości par XXI wieku bywa po prostu niewystarczająca.

Czego więc potrzebuje Twój system, gdy mruga czerwona lampka?

Potrzebuje języków miłości, które nie dodają bodźców, ale je odejmują.

Para w stresie na wakacjach

Języki miłości dla przebodźcowanego świata

1. Język Koregulacji

Gdy widzisz u partnera/ki, że pasek energii jest bliski zeru, przejmujesz ster. Nie czekasz na prośbę (bo w stanie wyczerpania samo sformułowanie prośby bywa wysiłkiem ponad siły), ale aktywnie wspierasz możliwość doładowania baterii.

To miłość, która mówi: „Widzę Twoje przeciążenie i biorę to na siebie”.

W psychologii nazywamy to koregulacją – procesem, w którym jeden układ nerwowy pomaga odzyskać równowagę drugiemu.

To język miłości, który uwzględnia zasoby w parze. Dobrze, jeśli mamy w nim wzajemność i uważność na to, że raz ja jestem tym, który potrzebuje pauzy, a raz tym, który daje oparcie.

Ważna uwaga: Czasem w parach jest tak, że częściej jedno z partnerów jest w roli tego, który potrzebuje wsparcia (z bardzo różnych względów – czy to specyfiki układu nerwowego, czy też charakteru obowiązków). I to też jest w porządku, jeśli nie wyłącza to uważności na drugą osobę i nie sprowadza jej wyłącznie do roli „aktywnego regulatora”.

W praktyce:

2. Język: Zdejmij to z mojej głowy

W stresie lub przebodźcowaniu każda kolejna decyzja – nawet tak błaha jak wybór obiadu – może być kroplą, która przelewa czarę (tzw. decision fatigue).

Językiem miłości jest tu zdjęcie z drugiej osoby ciężaru wybierania. To komunikat: „Twoja głowa jest pełna, więc ja dziś trzymam mapę”.

W praktyce:

Zamiast pytać:

mówisz:

Zamiast:

proponujesz:

3. Język Wspierania Rozwoju

To miłość, która mówi: „Cieszę się Twoim wzrostem i robię Ci na niego miejsce”.

To kibicowanie Twoim pasjom i potrzebom, nawet jeśli ich nie podzielam. Ten język objawia się w wierze w kompetencje partnera, gdy jemu samemu chwilowo tej wiary brakuje.

Jak to brzmi w relacji?

O co w tym wszystkim chodzi?

Wszystkie te języki są w gruncie rzeczy o jednym: o byciu po swojej stronie.

O mówieniu czynami:

To miłość, która nie tylko daje, ale też pozwala oddychać.

Wysyła najważniejszy sygnał: Twoje zmęczenie i Twój rozwój są dla mnie istotne. Widzę Cię.

Zanim więc następnym razem pomyślisz, że „on/ona przestał się starać, bo nie kupuje kwiatów”, sprawdź, czy w tym czasie nie przejął/przejęła trudnej logistyki albo nie dała Ci godziny świętego spokoju, gdy najbardziej tego potrzebowałaś/eś.

Może mówi do Ciebie językiem miłości, jakiego potrzebuje dzisiejszy przebodźcowany świat.

To takie „kocham” — nie przez kwiaty, ale przez chronienie Twoich sił wtedy, gdy najbardziej ich potrzebujesz.

✎ Zadanie ode mnie

Wyzwanie: „Ciche wsparcie”

Jeśli w najbliższym czasie nadejdzie dzień, w którym poczujesz, że masz na to zasoby — wypróbuj jeden z opisanych języków miłości. Nie pytaj partnera/ki:

  • „W czym Ci pomóc?” Zamiast tego — zauważ i zrób. Wybierz jedną drobną rzecz, którą zazwyczaj robi druga strona, i zdejmij ją z jej głowy. Bez zapowiedzi, bez ogłaszania sukcesu — po prostu z miłości do Waszego wspólnego spokoju. Może się zdarzyć, że druga strona tego nie zauważy. I to też jest w porządku. W biegu wiele rzeczy nam umyka. Potraktuj to ćwiczenie jako przymiarkę. Być może później stanie się tematem do rozmowy. A być może po prostu zrobi w Waszym domu odrobinę więcej miejsca na oddech. Pamiętaj — to także inwestycja w Ciebie. Spokojniejszy partner to spokojniejszy dom, w którym Tobie również łatwiej odpocząć.

Jeśli czytając to, macie wrażenie, że w Waszym związku jest dużo miłości, ale mało przestrzeni na oddech — zapraszam na konsultacje systemowe dla par.

W gabinecie wspólnie przyglądamy się temu, jak dbacie o swoje zasoby i jak możecie robić to tak, by relacja Was wzmacniała, a nie dodatkowo przeciążała.

Umów się na konsultację
Warto sprawdzić
← Powrót do artykułów