Pary Relacje

Dlaczego kłócicie się ciągle o to samo? O pułapce „więcej tego samego” i szukaniu wyjątków

Karolina Idkowiak 7 min czytania

Nie ma dwóch takich samych par. Każda jest unikalna — ma swoje zasoby, wyzwania i własną mądrość. A jednak, mimo tej różnorodności, w moim gabinecie często słyszę o uderzająco podobnych dylematach.

Niepozmywane naczynia stają się dowodem na brak zaangażowania. Ręcznik na drzwiach prysznica (potwierdzam: one naprawdę potrafią się tam obwieszać!) bywa interpretowany jako jawne ignorowanie próśb. Spóźnienie to sygnał: „nie jestem ważny/ważna”. Brudne skarpetki na podłodze? Przejaw „olewactwa”. Różnice w podejściu do dzieci? Komunikat: „jesteś beznadziejnym rodzicem”. Brak kwiatów staje się argumentem dla tezy: on/ona w ogóle się nie stara.

Z pozoru chodzi o drobiazgi. W rzeczywistości — o coś znacznie większego.

Kiedy chodziło o buty

Znam pary, które latami kłócą się o to, czyje buty stoją w przedpokoju. On twierdzi, że ona zagraca przestrzeń, ona odpowiada, że on jest pedantem, który nie pozwala jej „odetchnąć”. Ta kłótnia o buty była jak bezpiecznik, który wybijał za każdym razem, gdy napięcie w relacji stawało się zbyt wysokie. Zamiast rozmawiać o narastającym poczuciu osamotnienia, bezpieczniej było krzyknąć: „Znowu te buty!”. To była ich pętla — sposób reagowania, który zamiast przybliżać ich do siebie, coraz mocniej utrwalał poczucie bycia niezrozumianymi.

Choć w ich przypadku chodziło o buty, podobne pętle mogą uruchamiać się wokół zupełnie innych spraw. Dla jednych będzie to porządek, dla innych sposób spędzania czasu razem, obowiązki domowe czy wychowanie dzieci. Szczegóły się zmieniają, ale sam mechanizm pozostaje zaskakująco podobny.

Pułapka „więcej tego samego”

Większość par łączy jedno: robią „więcej tego samego”. Próbują rozwiązać problem dokładnie tym samym sposobem, który dotychczas nie działał, tylko z większą siłą. Paradoks polega na tym, że im bardziej nam zależy, tym mocniej wchodzimy w to zapętlenie — wzajemnie wzmacniając swoje reakcje, zamiast spojrzeć na problem z innej strony.

Może boimy się odpuścić, bo czujemy, że jeśli to zrobimy, przegramy nie tylko dyskusję o naczyniach? Czasem wydaje nam się, że to jedyna dostępna droga.

Często zmiana zaczyna się od jednego zdania powiedzianego inaczej, choć to zdanie zwykle poprzedza ogrom wykonanej pracy. Zamiast „znowu te buty!” — „Hej, chyba ostatnio ciągle jesteśmy napięci. Jak patrzę na te buty, od razu mam ochotę Tobie dogryźć.” Niby drobna różnica, a jednak to inny rodzaj rozmowy — taki, który nie szuka winnego, tylko nazywa to, co dzieje się między Wami.

Co się naprawdę dzieje pod powierzchnią?

Gdy zajrzymy głębiej, rzadko chodzi o naczynia czy buty. Pod tymi spięciami toczy się walka o coś znacznie ważniejszego — o poczucie bycia ważną/ważnym, o bycie wystarczającą/wystarczającym. O lęk:

W codziennym życiu te lęki chętnie pojawiają się nie wprost. Lubią przebierać się za konflikty o porządek, obowiązki czy sposób okazywania troski.

Pomyślmy o parze, w której ona staje na rzęsach, by przygotować super zdrową kolację. Spędziła godziny na zakupach, zamówiła specjalne eko-dodatki, bo wierzy, że to, co jemy, wpływa na całe nasze funkcjonowanie. Chce zaskoczyć męża, chce zadbać o nich oboje. Wchodzi on i… cholera go bierze. Kuchnia jest w chaosie, nie ma centymetra wolnego miejsca, a nic go tak nie męczy jak wizualny nieporządek. Prawdę mówiąc, wolałby zjeść gotowe hot-dogi w czystej kuchni niż najzdrowsze przysmaki, z których nie jest w stanie się ucieszyć. On tysiąc razy mówił, jak ważne jest dla niego uporządkowane otoczenie. Ona zostaje z myślą: „co bym nie zrobiła, nigdy mnie nie doceni. Tylko hot-dogi by żarł”. I akcja gotowa. Oboje próbują zadbać o coś ważnego. Ona o zdrowie i bliskość, on o spokój i poczucie porządku. Żadne z nich nie chce skrzywdzić drugiej osoby, ale każde odbiera zachowanie partnera jako sygnał, że jego potrzeby są nieważne.

Albo inna sytuacja: on ma projekt życia. Pół roku wyrzeczeń. Ona powiedziała: „działaj, poradzimy sobie”. Ale kolejny tydzień w pojedynkę jest wyczerpujący. Zostawione na blacie kubki stają się „kroplą, która przelewa czarę”. On czuje się oskarżany, ona czuje się przeciążona.

To nie jest o kubkach.

To o tym, że obie strony są tak potwornie zmęczone, że każda drobnostka staje się zarzewiem konfliktu. Gdyby ona miała więcej zasobów, może zażartowałaby z tych kubków. Gdyby on miał więcej przestrzeni, może przyjąłby jej irytację na klatę, albo zaproponował: „ok, zostawiam kubki, wkurza cię to — to może przejmę wypakowywanie zmywarki, a ty mi te kubki odpuścisz?”.

To trochę tak, jakbyśmy coraz mocniej naciskali drzwi, które są zamknięte. Z całej siły napieramy na klamkę. A co by się wydarzyło, gdyby sprawdzić, czy przypadkiem nie otwierają się w drugą stronę?

Pytania warte zadania

Skupianie się na winie i zapalnikach zamyka drogę do porozumienia. Tym, co ją otwiera, jest zwrot w stronę tego, co w Waszej relacji już działa. Warto zapytać siebie — w duecie lub w samotności — o to, co dzieje się, gdy kłótni nie ma.

Często te momenty mówią nam nie tylko o relacji, ale o naszej kondycji indywidualnej. Przecież w dni, w które mieliśmy trudne zebranie w pracy, zdecydowanie łatwiej “odpalić” stare ścieżki. Jeśli jesteśmy przeziębieni, a dziecko przez całą noc nie spało z powodu bólu zęba, nasza odporność na wchodzenie w “więcej tego samego” drastycznie spada — nawet wtedy, gdy mamy już świadomość, co w relacji działa, a co nie.

Dużo trudniej o szeroką perspektywę, gdy z jednej strony mierzymy się z własnymi niezaspokojonymi potrzebami albo oczekiwaniami bliskich, a z drugiej strony nasz organizm krzyczy SOS. Dlatego, gdy analizujemy te “dobre momenty”, warto zadać sobie pytania:

Często okazuje się, że klucz do zmiany nie leży w naprawianiu Waszej relacji, ale w zaopiekowaniu się tym, co dzieje się “na zewnątrz” — abyście mieli zasoby, by w środku być dla siebie łagodniejsi. Jeśli coś działa — róbcie tego więcej.

Zmiana zaczyna się od „wyjątku”

Poczucie, że kręcicie się w kółko, nie oznacza, że Wasza relacja jest „trudna” albo że coś jest z Wami nie tak. To sygnał, że Wasze układy nerwowe nauczyły się reagować w określony sposób, gdy stawka jest wysoka — bo po prostu Wam na sobie zależy.

Zmiana niekoniecznie zaczyna się od wielkich rozmów. Inicjuje ją drobne przesunięcie uwagi: z tego, co nie działa, na to, co czasem się udaje.

✎ Zadanie ode mnie

Zadanie ode mnie: „Zauważ wyjątek”

Przez najbliższe kilka dni zwróć uwagę na jeden moment, w którym nie weszliście w dobrze znaną kłótnię — albo napięcie było wyraźnie mniejsze niż zwykle. To może być drobiazg: ktoś z Was machnął ręką tam, gdzie zwykle by się zapalił. Właśnie to nas interesuje.

Być może będą to buty pozostawione w przedpokoju, które tym razem nie staną się początkiem awantury. Może kubek zostawiony na blacie nie wywoła znanej już spirali wzajemnych pretensji. Nie szukaj wielkich przełomów. Szukaj małych wyjątków od schematu, który zwykle przejmuje stery.

Zasady gry:

  • Nie rozmawiaj od razu o tym z partnerem/ką. To zadanie dla Ciebie, byś Ty stał/a się obserwatorem.
  • Nie próbuj tego powtarzać „na siłę”.

Po prostu odnotuj: Co wtedy było inne? W jakich warunkach to się wydarzyło? Co Ty zrobiłeś/aś odrobinę inaczej niż zwykle?

Czasem zmiana nie zaczyna się od nowej strategii, ale od zauważenia, że już raz drzwi uchyliły się w drugą stronę.

Utknęliście w pętli „więcej tego samego”?

Jeśli trudno Wam samodzielnie dostrzec te wyjątki — zapraszam na konsultacje systemowe dla par. To bezpieczna przestrzeń, w której przyjrzymy się Waszemu „tańcowi” i sprawdzimy, jak zrobić więcej miejsca na to, co Was zbliża — bez szukania winnych i bez naprawiania siebie nawzajem.

Umów się na konsultację
Warto sprawdzić
← Powrót do artykułów