Mężczyźni

Mężczyzna w gabinecie (czyli o tym, że nie wierzę w troglodytów)

Karolina Idkowiak 3 min czytania

Moja gabinetowa zasada

Mam taką gabinetową zasadę: nie kupuję wersji świata, w której mężczyźni to emocjonalnie nierozwinięci troglodyci, którzy z „czuciem” mają nie po drodze. Nie wierzę w narracje, że są „prości w obsłudze” i że ich życie wewnętrzne ogranicza się do trzech podstawowych potrzeb. Gdy widzę mężczyznę w moim gabinecie, często widzę kogoś, kto niesie na plecach ogromny, niewidzialny plecak. Wypełniają go społeczne oczekiwania, pokoleniowe skrypty o „byciu twardym” oraz lęk przed tym, że pokazanie wrażliwości zostanie uznane za utratę sprawstwa. Czasem z plecaka wygląda też zdezorientowanie i kłopot: jak interpretować rzeczywistość, która nie chce być zero-jedynkowa?

Zamieszanie pod pancerzem

Emocje kłębią się w środku, wprowadzając zamieszanie, w którym trudno podejmować konkretne decyzje – a przecież tego oczekuje świat.

W tym chaosie męski układ nerwowy często wybiera jedną z dwóch dróg:

sztywność (odcięcie się)

wybuch (złość)

Nie dlatego, że to jedyne, co czuje, lecz dlatego, że to jedyne narzędzia, które dostał do ręki.

Historie o nieobecnych mężach i ojcach albo o tych, którzy reagują tylko złością, to często opowieść o strategiach przetrwania.

Dawniej „instrukcja dobrego mężczyzny” zawierała jedynie wskazówki, jak zapewnić bezpieczeństwo sobie i rodzinie.

Dziś mężczyzna stoi przed pytaniem: skąd czerpać nowe instrukcje, które pozwolą mu interpretować to, co odczuwa w ciele?

To jak siedzieć w kokpicie supernowoczesnego samolotu – przed tobą mnóstwo danych i zaawansowane czujniki, ale bez szkolenia i zrozumienia ich komunikatów, na nic się to zda.

Przekleństwo „silnego i milczącego”

Często słyszę: „Moja żona mówi, że ja nic nie czuję”.

O ile prościej byłoby wtedy zacząć rozmowę: „Czy tak faktycznie jest? Co dla niej znaczy to, że nic nie czuję?”

Rzadko jednak startujemy od tego punktu.

Zwykle mężczyzna przychodzi z poczuciem niewystarczalności. Niepewny, czy w ogóle ma prawo poruszać temat emocji, szuka rozwiązań, jak ratować relację, zamiast sprawdzić: co właściwie dzieje się we mnie?

Często wierzy, że uczucia są domeną jedynie kobiet.

A ja widzę człowieka, który czuje tak intensywnie, że sztywnieje mu kark, aby wszystko utrzymać w ryzach.

To nie jest brak uczuć. To nadmiar kontroli, który musiał wypracować, by przetrwać w świecie wymagającym, by był opoką.

Język męskich emocji

Męski świat uczuć nie mówi poetyckim językiem. Mówi poprzez:

odpowiedzialność — często przygniatającą,

działanie — gdy słowa zawodzą,

ciszę — która nie jest pustką, lecz bezpiecznym schronem dla przeładowanego układu nerwowego.

✎ Zadanie ode mnie

Małe zadanie: „Poczuj ciało”

Przez najbliższe dwa dni spróbuj chociaż raz dziennie zadać sobie pytanie: „Co teraz dzieje się w moim ciele?” Nie musisz nic z tym robić. Nie musisz tego analizować ani nazywać. Po prostu zauważ:

  • „O, teraz czuję spięte barki”
  • albo „Mam ciężar w klatce piersiowej” Jeśli przez chwilę masz wrażenie, że „nic nie czujesz” — to też jest informacja. Cisza również coś komunikuje. To nie jest „babskie gadanie o uczuciach”. To nauka odczytywania danych z najbardziej zaawansowanego systemu, jaki posiadasz — z samego siebie.

Zaproszenie do nauki obsługi „kokpitu”

Drodzy mężczyźni,

jeśli czujecie, że Wasz „kokpit” wysyła sygnały, których nie potraficie odczytać, a cena za „bycie twardym” staje się zbyt wysoka — zapraszam do gabinetu.

Nie będziemy Was „naprawiać”.

Nauczymy się razem obsługiwać ten zaawansowany system, którym jesteście, aby budować relacje oparte na autentyczności, a nie tylko na przetrwaniu.

Umów się na konsultację
Warto sprawdzić
← Powrót do artykułów